O autorze
Lata naste dawno zostawiłem z tyłu, więc już wiem, czego w życiu się wystrzegać. Ale ono sprawia niespodzianki.

Latający literowy zawrót głowy

Media, reklama i rozrywka wzięły sobie na pokład atrakcyjną, elokwentną pasażerkę, by umiliła im rejs w przyszłość, a przede wszystkim uczyniła go bardziej opłacalnym. Rozwiązanie się przyjęło. W ogólnym zamieszaniu i zgiełku postępująco zinternetyzowanego życia ta pasażerka dobrze opisuje, porządkuje, przybliża nam świat. Siła jej przekonywania i skuteczność zależą od ludzkiej kreatywności, ale też ją podkręcają, co powoduje sprzężenie zwrotne i przybywanie śmiałków smalących do niej cholewki. Dlatego jej znaczenie rośnie. Jeszcze nie przejęła sterów, ale już zaczyna wpływać na kurs. Urodziwa i coraz bardziej kusząca: typografia kinetyczna.

Co to takiego?
Termin „typografia” (z gr. „typos”+ „graphe” = forma pisma) odnosi się do ogółu zagadnień dotyczących projektowania liter i innych znaków pisarskich w czcionkach i fontach oraz wzajemnych relacji pomiędzy tymi znakami i grupami znaków. Odpowiada mu piękne polskie słowo „liternictwo”. Animując, czyli wprawiając napisy – słowa czy liczby – w energiczny ruch (często przy równoczesnych zmianach ich kształtów i kolorów), tworzy się typografię kinetyczną. Jej zadaniem jest przekazywać treści, wywołując określone emocje. Doskonale nadaje się do ilustrowania krótszych i dłuższych opowieści.



Rozbieg
Weszła do szerszego użytku na przełomie latach 50. i 60. ubiegłego wieku. Tak zadebiutowała w wyreżyserowanych przez Alfreda Hitchcocka thrillerach: „Północ, północny zachód” (1959) i „Psychoza” (1960), gdzie zagrała pierwszoplanową rolę w napisach początkowych i zapewne wspomogła wejście tych filmów do klasyki gatunku. Od tamtej pory była i jest często – a od lat 80. z ich dynamicznym rozwojem animacji komputerowej na Zachodzie już masowo – wykorzystywana w grach na komputery osobiste i konsole, w kinie, telewizji (czołówki, przerywniki, zwiastuny cykli lub bloków etc.) tudzież w reklamie telewizyjnej i kinowej. Koniecznie w połączeniu z warstwą dźwiękową, najczęściej muzyczną. Przez dobre pół wieku wytwarzało ją i trzymało nad nią pieczę dość hermetyczne środowisko zawodowych grafików i animatorów. Głębiej zainteresowanym historią tego zjawiska polecam sprawdzenie, kim był Saul Bass i jest Martin Lambie-Nairn.

Uwolnienie
Mniej więcej 10 lat temu typografia kinetyczna zerwała się z łańcucha wyspecjalizowanych gremiów animacyjno-graficznych i dzięki internetowi trafiła w ręce wszystkich chętnych. Jednak dobre chęci nie wystarczą. Jak w każdej kreacji, tak i tutaj trzeba mieć choć szczyptę talentu i dużo uporu. Do tego opanowaną obsługę przynajmniej jednego programu do produkcji ruchomych obrazów, np. Flash, After Effects lub Motion. Wyobraźnia przestrzenna, dobre umiejętności rozróżniania kolorów, ponadto rozumienie znaczeń słów i minimum przyzwoity słuch muzyczny też powinny znaleźć się w zasobie cech twórcy na starcie, żeby z czasem zaczęły ustawiać się doń kolejki zleceniodawców. Nadchodzą złote czasy licznych zamówień dla idących w ślady Bassa i Lambie-Nairna, bo możliwości i potrzeb stale przybywa.

Zawrót głowy
Nie da się ukryć, że życie w XXI w. karmi nas obrazkami, szczególnie w środowisku miejskim, co świetnie widać np. w nagrodzonym Oscarem francuskim krótkometrażowym filmie animowanym pt. „Logorama” z 2009 r. (to kilkunastominutowe dzieło jest wręcz kuriozalnie, choć nie bezsensownie, naszpikowane typografią, co proponuję sprawdzić na własne oczy).

Jednocześnie jako homo sapiens nigdy nie zrezygnujemy z działań zmierzających do zrozumienia świata, a to wymaga i będzie wymagać od nas czytania tekstów. Typografia kinetyczna to wspaniały nośnik narracji i łagodnej perswazji. Dobrze o tym wiedzą internetowe portale, radia i sklepy. Nie mają co do tego wątpliwości wytwórnie filmowe, muzyczne i artyści, stąd np. w ostatnich latach wysyp tzw. lyric videos, teledysków opartych na animowanych tekstach utworów (z nowych gorąco polecam np. „She Knows Me” Bryana Adamsa i „Wonderland” krakowskiego zespołu Clock Machine). Istotne jest w niej jak najlepsze dopasowanie form do treści przy utrzymaniu rygoru czasowego, dlatego wspomaga ona tak bardzo dziś deficytowe czytanie ze zrozumieniem. Przy tym odbiór przekazywanych komunikatów z założenia nie powinien być tu neutralny, beznamiętny, ma budzić w odbiorcach pewien stosunek emocjonalny zarówno do otrzymywanej „zawartości”, jak i „opakowania”. To ostatnie porównanie przywołuje skojarzenia z podarunkami. Jeżeli obdarowywany poczuje się wyjątkowo, jest szansa, że zwiąże go to z obdarowującym. Efekty: wzmocnienie czytelnictwa/słuchalności/oglądalności oraz wizerunku marki.

Przyjaciółka mediów
Telewizja ze swojej natury predysponowana do obfitego czerpania z dobrodziejstw typografii kinetycznej czyni to bez skrępowania od kilkudziesięciu już lat. Na dowolnie wybranym kanale nie sposób nie natknąć się dziesiątki razy dziennie na tzw. identy lub bumpery, czyli czołówki albo zajawki, przetykane blokami reklamowymi, gdzie animacje nie tylko pełnią rolę wstępu i zakończenia, ale także często stanowią tkanki samych reklam. Radia, które z roku na rok coraz mocniej osadzone są w internecie (oficjalna strona, profile w portalach społecznościowych, kanał na YouTube czy Vimeo, niekiedy nawet podgląd na studio), idąc tym tropem wychodzą naprzeciw potrzebom młodych odbiorców. Kto wie, być może to przyszłość mediów w sieci, co już teraz znajdziemy np. na południowoafrykańskiej platformie MK South African Music Channel emitującej obrazkowo-literowe zajawki, reklamy, a nawet... wywiady. Typografia kinetyczna i związane z nią animowane infografiki wspierają też prasę, np. The Economist już współtworzy odpowiedni trend, od dawna używając krótkich filmików, gdzie czcionki, emotikony, wykresy i w wielu przypadkach głos lektora składają się w apetyczną całość, którą żaden czytelnik choć trochę zainteresowany konkretnym zagadnieniem nie pogardzi. W niedalekiej przyszłości ciekawe segmenty animowane okraszą treści premium (z uprzywilejowanym dostępem), co pewien czas nagrodzą subskrybentów, zostaną użyte do upamiętnienia istotnych rocznic czy wydarzeń w kraju i na świecie, wzbogacą okolicznościowe życzenia.

Poważna sprawa
Zagadnienia typograficzno-animacyjne jak wszystkie związane z nowymi mediami mieszczą się w dyscyplinach akademickich. Zajmują się nimi m.in. Wydział Typografii i Komunikacji Graficznej na angielskim Uniwersytecie w Reading, prof. Dan Boyarski z Uniwersytetu Carnegie Mellon w Pittsburghu w amerykańskim stanie Pennsylvania i dr hab. Ewa Satalecka z Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych w Warszawie. Jest nadzieja, że tworzenie ruchomych słów w graficznej oprawie coraz częściej będzie się umieszczać w programach wcześniejszych etapów nauczania. Wybór jest spory: zajęcia informatyczne, techniczne lub plastyczne, w miarę możliwości wspierane kołami zainteresowań, konkursami. Na tym poziomie nie trzeba używać skomplikowanego czy drogiego oprogramowania. Liczy się dobra zabawa połączona z nabywaniem przydatnych umiejętności i rozwijaniem wyobraźni. Żarna systemów edukacji nie mielą szybko. Decyzje podjęte teraz i tak weszłyby w życie dopiero za miesiące albo lata. Tym bardziej warto o nich pomyśleć, bo przez ten czas pojawią się kolejne zastosowania, na które jeszcze nie wpadliśmy.



Ten tekst ukazał się w tym tygodniu w poniedziałkowym wydaniu Polska The Times.
Trwa ładowanie komentarzy...