O autorze
Lata naste dawno zostawiłem z tyłu, więc już wiem, czego w życiu się wystrzegać. Ale ono sprawia niespodzianki.

Czas Arktyki, czar odznaczeń

Arktyka ogniskuje na sobie globalne ocieplenie roztapiające jej lody i śniegi, a ostatnio rozgrzewa uwagę całego świata śliniącego się łakomie do jej bogactw naturalnych. Kolejne państwa ustanawiają tam swoje przedstawicielstwa, a media wysyłają stałych korespondentów – jedna z poczytniejszych polskich gazet zrobiła to na początku tego miesiąca. Nastał czas Arktyki.

Wszystkie kraje podbiegunowe północnej półkuli ostatnio znacznie zaktywizowały się w rejonach arktycznych. Ich kreatywność w tym zakresie jest szeroka, stosowane są zróżnicowane działania. Te bardzo konkretne to np. prowadzenie coraz większej liczby odwiertów w lądzie, lodzie i morskim dnie, wytyczanie nowych szlaków komunikacyjnych w dotychczas niedostępnych okolicach, rekonesans za pomocą dronów latających i podwodnych. Jednocześnie wyraźnie nasiliło się PR-owe wspomaganie oznaczania swojego terytorium i dążeń do zwiększania zasięgu. Służą do tego środki bardziej subtelne, miękkie, wpływające na wizerunek państw, na umocnienie ich „arktyczności” w świadomości światowej opinii publicznej. Kanada niedawno przyznała obywatelstwo i paszport Świętemu Mikołajowi, Norwegia ustanowiła kolarski Rajd Arktyczny, a Rosja... Jedna z nitek wielowątkowej, dynamicznej gry o wizerunek tego kraju w świecie, której wciąż nie przerwało dyktatorskie szaleństwo jego przywódcy rozpięta jest między obszarem za północnym kołem podbiegunowym, Londynem i Moskwą. Pod względem treści zaś to odwołanie do 1. połowy ubiegłego wieku.

Od końca lata 1941 r. aż do końca II Wojny Światowej alianckie morskie konwoje arktyczne narażając się na śmiertelne niebezpieczeństwo ze strony niemieckich samolotów, okrętów i łodzi podwodnych, mijając wybrzeża Norwegii ciągnęły do północnych rubieży Związku Radzieckiego z transportami wszelkiego zaopatrzenia potrzebnego dla wsparcia tego kraju w walce z Rzeszą i jej sojusznikami. Załogi tych konwojów bez dwóch zdań zasługują na miano bohaterów, a Wielka Brytania, skąd pochodziło ich najwięcej przyznaje za tę służbę Gwiazdę Arktyki. Problem jednak w tym, że czy to przez jakieś niedopatrzenie, czy też niechęć rodziny królewskiej lub kolejnych brytyjskich premierów do środowiska weteranów Royal Navy ten medal ustanowiono i zaczęto nim dekorować dopiero... wiosną zeszłego roku, po decyzji w tej sprawie z końca 2012 r. Bardzo już stopniałe szeregi uczestników wojennych wypraw na północ przyjęły tę decyzję z mieszaniną satysfakcji i goryczy, tym bardziej, że ich przedstawiciele już od wielu lat domagali się tego rodzaju uhonorowania swoich towarzyszy. Mocno spóźniona aktywność brytyjskich władz z Gwiazdą Arktyki na szczęście poprzedziła – choć nieznacznie – ich decyzję o uchyleniu pochodzącej jeszcze ze średniowiecza zasady zabraniającej marynarzom poddanym Królowej przyjmowania odznaczeń wojskowych nadawanych przez obce państwa (Elżbieta I niezbyt pieszczotliwie mawiała: „moje psy mają nosić moje barwy”). Gdy tylko ten zakaz zniesiono, do akcji wkroczyła Rosja z realizacją ogłoszonej już w 2011 r. inicjatywy dotyczącej Medalu Uszakowa.

W marcu ubiegłego roku, na kilka dni przed odznaczeniem sędziwych wyspiarskich kombatantów Gwiazdami Arktyki, Putin podpisał dekret umożliwiający odznaczanie ich Medalem Uszakowa i rozpoczęcie kompletowania listy kandydatów do tego wyróżnienia, które zlecono rosyjskiej ambasadzie w Londynie. Już w czerwcu, podczas oficjalnej wizyty w kancelarii premiera Camerona Władimir Władimirowicz wręczył medale pierwszej grupie weteranów. Medal Uszakowa to wysokie odznaczenie ustanowione w marcu 1944 r. w Związku Radzieckim, do lat 80. nadawane ludziom morza tylko za zasługi w walce, następnie także za działalność w czasach pokoju. Fiodor Uszakow był carskim admirałem z przełomu XVIII i XIX w. Wobec rozwoju wydarzeń rosyjsko-ukraińskich z ostatnich tygodni szczególnie intrygują 2 fakty. Po pierwsze, po aneksji Krymu przez imperium rosyjskie w 1783 r. był on twórcą i nadzorcą budowy bazy morskiej w Sewastopolu. A po drugie, w co do tej pory trudno mi uwierzyć, nie tylko został świętym rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej w 2000 r., opiekunem marynarki wojennej Rosji, ale dodatkowo w 2005 r. ogłoszono go patronem bombowców przenoszących ładunki jądrowe. Gdyby ta medalowa epopeja nie osiągnęła punktu zwrotnego wiosną ubiegłego roku, nie wydaje mi się realne, by teraz mogła mieć kontynuację. Oczywiście żaden rozwój wypadków nie jest wykluczony, ale nie spodziewam się zaprzestania robienia użytku z Medalu Uszakowa wobec cudzoziemców, bo odznaczenia dla seniorów to istotna sprawa nie tylko w wymiarze politycznym, ale także kulturalnym i wizerunkowym – a imperialna gra pozorów to woda na kremlowski młyn.




Brytyjczycy, z których najmłodsi mają obecnie grubo ponad 80 lat, autentycznie wzruszyli się zaszczytem, za jaki uważają Medal Uszakowa. W odróżnieniu od Gwiazdy Arktyki nie musieli o nic zabiegać, a Rosja przez swoją placówkę dyplomatyczną w Wielkiej Brytanii i przy wsparciu ze strony usłużnego kanału telewizyjnego Russia Today sama aktywnie ich poszukuje. Entuzjazm staruszków sięgnął zenitu wraz z wizytą, jaką ich delegacja złożyła w moskiewskim Centralnym Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej w listopadzie 2013 r., podczas której w podniosłej atmosferze medalem Arctic Star obdarowano... Rosję. Taki to czas Arktyki, czar odznaczeń.
Trwa ładowanie komentarzy...